Nie warto się poddawać - rozmowa z Kamilem

  • 09.01.2020, 09:08
  • MaK
Nie warto się poddawać - rozmowa z Kamilem
Młody, niezwykle zapracowany i zdolny aktor Kamil Frątczak  specjalnie dla naszych czytelników znalazł chwilę, by opowiedzieć o swojej pracy, pasji i spełnianiu marzeń. To młody sierpczanin,  którego możemy oglądać na deskach Teatru Roma.

Czy należeć do zespołu Teatru Roma to spełnienie Twoich marzeń?
Należeć do zespołu Teatru Muzycznego „ROMA” to zdecydowanie spełnienie moich najskrytszych marzeń. Jeszcze zupełnie niedawno, bo parę lat wstecz, siedziałem na widowni tego teatru i oglądałem takie tytuły jak m.in. „Upiór w operze”, „Mamma Mia!”, marząc o tym, żeby kiedyś stanąć na tej scenie.

Jakie były Twoje pierwsze kroki w dążeniu do celu?
Moje pierwsze kroki w dążeniu do celu ... hmm... No, nie było lekko. Jak wszyscy wiedzą, od dziecka występowałem na scenie, śpiewając czy tańcząc na deskach jeszcze wówczas Domu Kultury w Sierpcu. W wieku 9 lat, czyli w drugiej klasie szkoły podstawowej, poszedłem do Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Sierpcu, gdzie dołączyłem do klasy fortepianu. Tak zleciało 6 najbliższych lat mojego życia, między szkołą ogólnokształcącą a szkołą muzyczną. W 3 klasie gimnazjum poszedłem do Społecznej Szkoły Muzycznej II stopnia, gdzie przez 4 lata uczęszczałem do klasy wokalnej i pianistycznej jednocześnie. Zdając egzamin dojrzałości w liceum, jednocześnie ukończyłem II stopień Szkoły Muzycznej w klasie wokalnej, ale nadal nie wiedziałem, na jakie studia pójdę. Dopiero w klasie dyplomowej Szkoły Muzycznej II stopnia mój pedagog prowadzący prof. Jolanta Gzella nakierowała mnie na studia na Akademii Muzycznej. Dylemat był pomiędzy Akademią w Łodzi czy w Gdańsku, ale po konsultacji z najbliższymi przyjaciółmi, wychowawcami, rodziną trafiłem do Gdańska na Akademię Muzyczną im. Stanisława Moniuszki, na Wydział Wokalno-Aktorski, specjalność musical. I właśnie tam spędziłem ostatnie 4 lata swojego życia.

Kiedy uświadomiłeś sobie, że to jest właśnie to, co w życiu chcesz robić?
Miałem wiele wątpliwości, jak np. te, czy zdając na takie studia, będę miał pracę? Czy będę miał za co żyć? Marzenia marzeniami, ale co, jeżeli się nie uda? Małe sukcesy, ale sporo porażek. Każdy nieudany casting powodował, że zastanawiałem się nad zmianą branży. Jednak kiedy pojawiły się pierwsze poważne propozycje, kiedy stanąłem pierwszy raz na deskach profesjonalnego teatru i zobaczyłem uśmiechnięte twarze publiczności, łzy wzruszenia, owacje na stojąco i usłyszałem  masę pozytywnych komentarzy - wtedy uświadomiłem sobie, że zrobię wszystko, żeby całe swoje życie spędzić na deskach teatru do późnej starości, a nawet umrzeć na scenie i to nie raz (śmiech).

Wybór przez Ciebie właśnie takiej drogi zawodowej spotkał się z krytyką innych?
Wybierając tę drogę w swoim życiu, dzięki Bogu rzadko spotykałem się z krytyką. Rodzina, przyjaciele bardzo mnie wspierali od zawsze do chwili obecnej. Wszyscy najbliżsi wiedzieli, że to jest to, co kocham robić i tylko to da mi prawdziwe szczęście i spełnienie w życiu. Oczywiście, były osoby, które próbowały brutalnie sprowadzić mnie na ziemię i wpłynąć w jakikolwiek sposób na moje wybory. Ale dziś bardzo im dziękuję za to. Nauczyło mnie to bardzo dużo pokory i uporu w dążeniu do celu. Moja rodzina i przyjaciele wiedzą, że jeśli coś postanowię, to tylko zaufana osoba z bardzo mocnymi argumentami może mnie przekonać do zmiany zdania, co i tak rzadko się zdarza (śmiech). Do tego zawsze oczywiście liczę się ze słowami konstruktywnej krytyki. Zawsze staram się je zrozumieć, analizuję to, oczywiście przyjmuję „na klatę” i staram się z tym zmierzyć, poprawić, zmienić. Nikt nie jest idealny, zawsze to powtarzam. Ideałów nie ma, są tylko „przykłady” do naśladowania.

Pierwszy sukces...
Pierwszy sukces. Ha, ha, ha! To było w drugiej albo trzeciej klasie szkoły podstawowej. Zająłem pierwsze miejsce w konkursie piosenki „mini idol”, śpiewając „Bo z dziewczynami” Jerzego Połomskiego, oczywiście z obowiązkowym, bardzo skomplikowanym układem choreograficznym (śmiech). Do dzisiaj, gdy to wspominam czy oglądam nagranie z tego występu, nie mogę opanować łez ze śmiechu.

Jak trafiłeś na deski Romy?
Na deski Teatru Muzycznego „Roma” trafiłem z castingu. Brałem udział we wcześniejszych castingach do musicalu „Mamma Mia!” Czy do musicalu „Piloci”, lecz jeszcze wtedy nie byłem wystarczająco gotowy, żeby wziąć udział w tamtych produkcjach. W kwietniu (z tego co pamiętam) odbył się casting, na który zgłosiło się około 500 kandydatów. Casting przebiegał w dwóch etapach, w trakcie których sprawdzano nasze umiejętności wokalne, aktorskie i taneczne. Jak się okazało, znalazłem się w grupie „wybrańców” i nie mogę opisać, jak bardzo z tego powodu jestem szczęśliwy.

Jakie spektakle masz za sobą?
O wszystkich produkcjach, które mam za sobą, mogą państwo przeczytać na mojej stronie internetowej (www.kamilfratczak.com). Audycja musi zawierać autopromocję oraz lokowanie produktu (śmiech). Bardzo dobrze wspominam przygodę z Teatrem Miejskim w Lesznie, gdzie grałem w musicalu familijnym „Tajemnica Tomka Sawyera” w reż. Antoniusza Dietziusa. Dzięki atmosferze stworzonej przez aktorów i realizatorów za każdym razem wracało się tam jak do domu  Bardzo dobrze wspominam spektakle z lat studenckich, w których miałem okazję grać. Pracowałem wówczas w sopockim Teatrze na Plaży przy takich produkcjach jak „Panna Tutli-Putli” Witkacego czy chociażby „Medea, moja sympatia” z muzyką i tekstami Kabaretu Starszych Panów. Oba spektakle reżyserował Piotr Kosewski, również absolwent mojej uczelni. Tuż przed „Aidą” występowałem również w Uckermarkische Bühnen Schwedt w Niemczech przy produkcji „Tamara”. Spektakl opowiadał historię Tamary Danz, niemieckiej wokalistki rockowej oraz jej zespołu „Silly”. Praca w tym teatrze była również ogromną przyjemnością, ale także jedną ogromną lekcją życia, chociażby pod względem pracy w zupełnie obcym języku.

Plany na przyszłość...
Plany na przyszłość.... Rozwijać się, rozwijać i jeszcze raz rozwijać. Jestem w takim wieku, że na razie stawiam wszystko na jedną kartę ! Uważam, że inwestycja w siebie, swoje umiejętności i rozwój osobisty to coś, czego nikt nigdy nam nie zabierze, więc zamierzam dążyć do dalszego rozwoju !  Oczywiście nic kosztem rodziny i przyjaciół. Bo to dzięki nim jestem teraz tu, gdzie jestem  Gdyby nie wsparcie najbliższych, byłoby mi bardzo cieżko.

Czyli było trudno, zatem z czym musiałeś się zmierzyć w osiągnięciu celu?
Było trudno, to nie ukrywam. Nasz zawód jest bardzo trudny, chociażby z tego względu, że nigdy nie wiadomo, czy będziemy mieli pracę, na jak długo itd. Teraz praca jest, zaraz może jej nie być. Brak stabilności jest bardzo stresujący. I tym samym setki castingów, na które się stawiamy, a potem oczekiwanie na telefon. Odezwą się czy nie ? Byłem na wielu castingach, zanim dostałem się do pierwszej poważnej produkcji. Potem znowu był przestój w pracy i się udało, więc grunt to determinacja i dążenie do celu. A ja jestem z tych, co jeśli ich nie wpuszczą drzwiami, to wejdą oknem (śmiech).

Jak radzisz sobie z tremą?
Trema tak jak krytyka. Motywuje mnie do działania. Wiadomo, że ten stres przed premierą jest połączony z ekscytacją że to już zaraz, teraz, że świat ujrzy efekt naszej wielomiesięcznej pracy. Zawsze najbardziej się stresuję, kiedy wiem, że wśród publiczności siedzi moja rodzina czy przyjaciele. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale zawsze występy przed najbliższymi były najbardziej stresujące. Może z obawy przed ich opinią, oceną, bo jednak ich zdanie zawsze jest najważniejsze i zawsze się z nim liczę.

Jak od kuchni wyglądają przygotowania do spektaklu?
Przygotowania do spektaklu to na początku długi okres prób. Tworzenia scena po scenie, piosenka po piosence. Jest to długi, bardzo skomplikowany i żmudny proces. Dlatego wszyscy musieliśmy zaopatrzyć się w dużą dawkę cierpliwości. Za to efekt końcowy jest zadowalający (przynajmniej tak mi się wydaje), ale to zostawiam do oceny widzom. A teraz granie spektaklu to naprawdę ogromna radość i przyjemność. Kiedy wychodzi się przed tysięczną widownię dzień w dzień, żeby przekazać jej pewną historię, a na koniec ona dziękuje nam owacjami na stojąco - tego uczucia nie da się opisać.

Co byś powiedział tym, którzy podzielają Twoją pasję?
Rada dla tych, którzy chcieliby tak samo jak ja zostać aktorem dramatycznym czy musicalowym. NIE PODDAWAJCIE SIĘ. Zawsze uparcie dążcie do celu i nieustannie pracujcie nad sobą, swoimi umiejętnościami, a przede wszystkim nad swoim charakterem. Praca aktora to ciągła praca nad sobą, dlatego to nie jest zawód dla leniwych (śmiech). To jest piękne, kiedy za każdym razem, wychodząc na scenę, możemy dać widzom cząsteczkę swojej duszy, a oni przeżywają to razem z nami, śmiejąc się, płacząc. Nieważne czy jesteś główną rolą, czy w zespole wokalno-aktorskim, zawsze musisz dać z siebie wszystko i otworzyć swoją duszę na tyle, na ile cię stać.

Komu zawdzięczasz ten sukces?
Komu zawdzięczam ten sukces? Mógłbym wymieniać i wymieniać. Dlatego wymienię tylko te najważniejsze osoby. Na pewno osiągnąłem ten sukces dzięki mojej mamie Alicji, tacie Jackowi i ukochanej siostrze Pauli. Bo to oni zawsze byli pod ręką i wysłuchiwali moich okrzyków radości, ale też smutków i żalów. Mojej całej rodzinie, która jeździ za mną po Polsce i wspiera zawsze na widowni. Moim przyjaciołom, dzięki którym cały czas pracuję nad sobą, żeby być tym idealnym synem, bratem, przyjacielem i aktorem. Moim dwóm wychowawczyniom, które wspierają mnie do dnia dzisiejszego. Pani Annie Makowskiej za to, że dzięki niej trafiłem na Akademię Muzyczną w Gdańsku oraz Pani Marlenie Boguckiej za słowa wsparcia i też te słowa, które sprowadzały mnie na ziemię. Wszystkim pedagogom z Akademii Muzycznej w Gdańsku, którzy nauczyli mnie tego, co dzisiaj potrafię. I wielu, wielu innym osobom. Dziękuję wszystkim kolegom i koleżankom z teatru oraz wszystkim realizatorom, bo to nasz wspólny sukces. A kto jeszcze nie był, zapraszam serdecznie do Teatru Muzycznego „Roma” na musical Eltona Johna i Tima Rice’a „Aida”.

MaK

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu SIERPC24 z siedzibą w Sierpcu jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Koleżanka
Koleżanka 12.01.2020, 11:20
Chłopak bardzo infantylny. Z czasów szkolnych pamiętam, że niezbyt budził sympatie rówieśników. Zadufany w sobie. Gratuluję występu w takim projekcie, jednak jeśli się nie zmieni to nie dojdzie zbyt daleko, a na pewno nie będzie miał przyjaciół. Obawiam się, że Ci których ma teraz chcą głównie żerować. Pozdrawiam.

Pozostałe